musify.

Reggae · PL

Bambusowe Reggae

Słoneczne wibracje prosto z zielonego balkonu na Mokotowie.

Ta stołeczna formacja powstała podczas wyjątkowo upalnego lata, gdy lodówka rozkręciła się na maksimum, a gitara zaczęła brzęczeć w rytm offbeatu. Członkowie zespołu piszą teksty po polsku, siedząc w hamakach i dzieląc się jednym pędem bambusa. Ich znakiem rozpoznawczym są leniwe basy nagrywane zawsze w piwnicy pełnej słoików z ogórkami kiszonymi.

Scrapbook

czerwiec 2004

Pierwsze dźwięki z mokotowskiego balkonu

Podczas pamiętnego, dusznego popołudnia w jednej z kameralnych oficyn przy ulicy Puławskiej natknąłem się na zjawisko, które miało wkrótce zdefiniować lokalną scenę alternatywną. Trzech młodych mężczyzn, w tym lider formacji Tomasz, rozłożyło swoje instrumenty na niewielkim balkonie tonącym w bujnej zieleni. Z otwartego okna sąsiedniego mieszkania dobiegał zapach obiadów i stłumiony szum warszawskiego ruchu ulicznego, jednak to leniwy, głęboki bas rezonujący w przestworzach klatki schodowej przykuł moją uwagę. Muzycy, jeszcze bez profesjonalnego sprzętu, próbowali przełożyć jamajskie rytmy na polską wrażliwość. Słuchając ich pierwszych prób, miałem wrażenie obcowania z czymś całkowicie organicznym, nienarzuconym przez żaden przemysł fonograficzny. Ich teksty, pisane na kolanie w cieniu domowego bambusa, opowiadały o miejskim upale i poszukiwaniu cienia w betonowej dżungli. To skromne spotkanie na zawsze pozostawiło we mnie ślad jako świadectwo autentycznej pasji rodzącej się w domowym zaciszu, z daleka od wielkich sal koncertowych.

rok 2005

Piwniczne nagrania wśród zapachu przetworów

Kolejny etap mojej dziennikarskiej ścieżki skrzyżował się z drogą zespołu w chłodny, jesienny wieczór, gdy zostałem zaproszony do serca ich działalności twórczej – piwnicy pod blokiem na Mokotowie. Pomieszczenie, pierwotnie przeznaczone na składowanie przetworów, zostało zaadaptowane na prowizoryczne studio nagraniowe. Regały uginające się pod słoikami z ogórkami kiszonymi tworzyły niezwykłą, naturalną akustykę, którą Tomasz i jego towarzysze chętnie wykorzystywali do tłumienia zbyt ostrych częstotliwości. Przy słabym świetle pojedynczej żarówki zwisającej z sufitu, w otoczeniu zapachu octu i czosnku, powstawały utwory o niespotykanej nigdzie indziej głębi brzmienia. Obserwowałem ich przy pracy z ukosa, siedząc na starej skrzynce po piwie. Bez pośpiechu, popijając kompot z wiśni i dzieląc się jednym pędem bambusa przyniesionym z pokoju, dopracowywali kolejne partie basu. Ten hermetyczny mikroświat, w którym industrialna rzeczywistość warszawskiego blokowiska mieszała się z ciepłem piwnicznego azylu, okazał się fundamentem ich unikalnego stylu, docenianego później przez wąskie grono koneserów.

14 września 2007

Wieczór poezji i offbeatu w klubie studenckim

W piątkowy wieczór połowy września miałem okazję uczestniczyć w jednym z pierwszych oficjalnych występów formacji poza ich bezpiecznym domowym otoczeniem, w podziemnym klubie studenckim mieszczącym się niedaleko Pola Mokotowskiego. Sala wypełniła się gęstym dymem tytoniowym i zapachem taniego piwa z beczki, a publiczność, głównie znajomi ze studiów i lokalni entuzjaści, szczelnie wypełniła niewielką przestrzeń przed sceną. Gdy zespół wszedł na podest, natychmiast wytworzyła się specyficzna więź oparta na pulsującym rytmie i poetyckich, choć osadzonych w realiach blokowisk tekstach Tomasza. Leniwe, głębokie linie basu zdawały się zawieszać czas, zmuszając zgromadzonych do powolnego kołysania się. Nie było tu miejsca na popową ekstrawagancję czy kalkulację; całe wydarzenie przypominało raczej prywatną domówkę rozciągniętą do rozmiarów klubu. Patrząc na nich z boku, zapisałem w notesie, że to muzyka stworzona przez ludzi, którzy nigdzie się nie śpieszą, bo doskonale wiedzą, że słońce i tak w końcu wzejdzie nad tym miastem.

odwilż wiosenna 2009

Powrót zielonego pędu na słoneczny parapet

Moje ostatnie spotkanie z historią zespołu miało miejsce wiosną 2009 roku, kiedy to po latach intensywnych prób i nielicznych, ale pamiętnych koncertów, muzycy powrócili do punktu wyjścia – słonecznego pokoju z zielonym balkonem na Mokotowie. Odwiedziłem ich pewnego popołudnia, zastając scenę niemal niezmienioną w porównaniu do tej sprzed pięciu lat. Na parapecie wciąż dumnie styczył ten sam, nieco rozrośnięty pęd bambusa, o który troskliwie dbali wszyscy członkowie formacji. Rozmawialiśmy o minionych trasach koncertowych, trudach rejestrowania basu w piwnicznych warunkach oraz o tym, jak bardzo zmieniło się otaczające ich miasto, podczas gdy oni pozostali wierni swoim pierwotnym założeniom artystycznym. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że siła tego kolektywu tkwiła właśnie w tej niezwykłej konsekwencji. Nigdy nie dali się porwać prądowi wielkiego show-biznesu, woląc celebrować każdą nutę w gronie najbliższych przyjaciół. Ich kronika to opowieść o tym, jak za pomocą prostych środków i wielkiego serca można stworzyć własną, niezależną oazę spokoju w sercu tętniącej życiem stolicy.

Recordings (1)

  1. Piotrek Leci „Bo Piotrek mówi: "Jeszcze jedno piwo i lecę",”

Make your own song

?

Fictional act. The name, bio and photo were made up for this catalogue — the songs are real and were made by Musify users.