Ten podziemny duet z Katowic powstał pewnej deszczowej nocy w starej rozlewni oranżady, gdzie do dziś nagrywa wokale wprost do mikrofonu ze skarpety. Ich znakiem rozpoznawczym są ciężkie bębny z 92 bpm i teksty wypluwane z prędkością karabinu maszynowego. Podczas sesji nagraniowych zawsze zjadają po całą blachę ciepłych drożdżówek z makiem.
Scrapbook
jesień 1992
Rozlewnia oranżady i skarpeta
W opuszczonej rozlewni oranżady w Katowicach stał stół, magnetofon szpulowy i pudełko drożdżówek z makiem. Tomek i Darek rozgrzewali palniki spirytusowe, bo w budynku nie było ogrzewania. Darek podłączył mikrofon wciśnięty w grubą, wełnianą skarpetę, co tłumiło podmuchy powietrza. Tomek ustawił na maszynie rytm dokładnie dziewięćdziesiąt dwa uderzenia na minutę. Bez słowa wstępu zaczęli nawijać bez oddechu, plując rymami w zimne ściany pokryte łuszczącą się farbą. Zjadali drożdżówki jedną po drugiej, popijając letnią wodą z kranu. Podłoga była lepiąca od starego syropu cukrowego, a w kątach stały puste skrzynki po butelkach. Słuchałem tego z blaszanego krzesła, notując wersy w notesie w kratkę. Ich głos brzmiał głucho, stłumiony przez materiał skarpety, ale siła przekazu nie wymagała studyjnego miksu. Skończyli nagranie po północy, gasząc światło wyciągnięciem wtyczki z gniazdka.
1993
Kaseta z czystego chromu
Darek przyniósł czystą kasetę chromową TDK w plastikowym pudełku z naklejoną taśmą malarską. Tomek pisał na niej cienkopisem tytuły kolejnych utworów, licząc sekundy ze stoperem w ręku. W małej kuchni na Nikiszowcu dymił czajnik, a na talerzu leżały cztery ostatnie drożdżówki z makiem z wczorajszego wypieku. Przez całe popołudnie zgrywali materiał z magnetofonu na mniejszy dyktafon do kieszeni ortalionowej kurtki. Darek sprawdzał prędkość taśmy ołówkiem, kręcąc szpulką w rytm uderzeń bębna. Żaden z nich nie odezwał się ani słowem przez dwie godziny pracy, paląc tanie papierosy bez filtra. Gdy kaseta była gotowa, Darek włożył ją do koperty z szarego papieru i zaadresował do rozgłośni radiowej. Na stoliku zostały okruchy maku i pusty kubek po kawie zbożowej. Wyszli w deszcz bez parasoli, niosąc sprzęt owinięty w folię budowlaną.
14 lutego
Klub pod rurą
W piwnicznym klubie pod rurą zbierało się kilkanaście osób w skórzanych kurtkach i za dużych dżinsach. Tomek stał za stolikiem z syntezatorem i automatem perkusyjnym, który co chwilę gubił zasilanie z powodu obluzowanego kabla. Darek zaczął krzyczeć do mikrofonu ze skarpety, zanim jeszcze ruszyła maszyna z dziewięćdziesięcioma dwoma uderzeniami na minutę. Publiczność stała bez ruchu, patrząc na podłogę i żując gumę turbo. Ktoś przyniósł na koncert blachę drożdżówek z makiem, którą postawiono obok wzmacniacza gitarowego. Darek zjadł jedną w trakcie utworu, nie przerywając rymowania ani na sekundę. Powietrze w salce było gęste od dymu papierosowego i pary z ludzkich ust. Po trzydziestu minutach wyłączyli prąd, bo właściciel lokalu żądał natychmiastowego zwrotu kluczy. Spakowali kable do parcianego worka po cukrze i wyszli tylnym wyjściem na ciemne podwórko.
marzec – maj 1995
Ostatnia sesja w piwnicy
Przez całą wiosnę spotykali się w piwnicy pod komisariatem, gdzie nikt nie zwracał uwagi na dudnienie basu. Tomek przyniósł nowy mikser z trzema kanałami, kupiony na bazarze od przemytników ze wschodu. Darek miał zdarte gardło i pił surowe jajka z kubka przed każdym nagraniem kolejnego utworu. Na środku pokoju leżała blacha po drożdżówkach, tym razem z twarogiem, bo maku zabrakło w piekarni. Licznik taśmy na szpulowcu pokazywał kończący się nośnik, więc musieli zmieścić finałowy numer w czterech minutach. Nie było już mowy o żadnych poprawkach ani nagrywaniu drugiego podejścia. Darek wyrzucił skarpetę z mikrofonu przez okienko piwniczne, stwierdzając, że dźwięk stał się zbyt czysty. Zostawili sprzęt na środku podłogi i wyszli w słońce majowego popołudnia, zamykając drzwi na kłódkę bez zamka.
?
Fictional act. The name, bio and photo were made up for this catalogue — the songs are real and were made by Musify users.