Epickie brzmienia orkiestrowe i potężne chóry dla miłośników monumentalnych wrażeń.
Projekt powstał w podwarszawskim bunkrze po tym, jak lider przypadkowo zamknął się w magazynie blach perkusyjnych. Skład liczy obecnie dwunastu śpiewaków operowych oraz trzech mistrzów gry na kotłach koncertowych. Podczas nagrań zawsze zużywają co najmniej pięćdziesiąt litrów czarnej kawy i jedną partyturę Beethovena. Ich unikalny styl to połączenie kinowego patosu z industrialnym hałasem.
Kronika
2020
Zamknięcie w bunkrze pod Warszawą
Siedzę tu w ciemności. Słyszę tylko echo. Tomek przypadkiem zatrzasnął te cholerne drzwi. Magazyn blach perkusyjnych to mój nowy dom. Wszędzie stal. Dwanaście wielkich blach zwisa z sufitu jak gigantyczne nietoperze. Zimno jak diabli. W kącie stoi stary czajnik i trochę zapasów. Mamy tylko pięćdziesiąt litrów czarnej kawy w plastikowych baniakach. To musi wystarczyć. Znalazłem też jedną starą partyturę Beethovena. Podarłem ją na kawałki, żeby rozpalić w kozie. Ciepło buchnęło od razu. Wtedy to usłyszałem. Uderzyłem metalową rurą w największą blachę. Dźwięk rozniósł się po całym schronie. To był piorun. Prawdziwe trzęsienie ziemi. Tomek po drugiej stronie zaczął wrzeszczeć z zachwytu. Zrozumiałem, że to jest to. Stworzymy potwora. Orkiestrowy żywioł połączony z industrialnym łomotem. Moje serce biło w rytm tego metalu. Czułem w piersiach niesamowity rezonans. Nie mogłem przestać uderzać. Każde uderzenie to nowa fala energii. Kawa paruje w kubkach. Śpiewacy już nucą pod nosem pierwsze mroczne melodie. To absolutny początek absolutnego szaleństwa.
Marzec
Pierwsze próby chóralne i zapach kawy
Kawa skończyła się po trzech dniach. Musieliśmy dokupić kolejne dwadzieścia litrów. Teraz czarny napar leje się litrami. Śpiewacy operowi weszli do magazynu i osłupieli. Wszędzie pył, rdza i blachy. Michał zaczął śpiewać niskie C. Mur z pustaków zaczął drżeć. Dołączyło do niego trzech mistrzów gry na kotłach. Łup! Łup! Łup! Tynk sypie się nam prosto do kubków z kawą. Pijemy ten pył z kofeiną i drżymy z emocji. To jest czysty kinowy patos. Śpiewacy mają na sobie wytarte swetry i czarne golfy. Wyglądają jak opętani mnisi z przyszłości. Kręcę się między nimi z mikrofonem na kablu. Każdy ton to cios w żołądek. Ktoś krzyczy, żebym pogłośnił piecyk. Grzejemy ręce nad palnikiem turystycznym. Ściany są pokryte sadzą i nutami spisanymi na serwetkach. Nie ma tu miejsca na fałsz. Każdy fałszywy dźwięk ginie w huku blach. To brzmi jak armia wpadająca do katedry. Nasz styl rodzi się w bólach i hałasie. Jestem spocony, brudny i zachwycony. To brzmienie rozwali ten bunkir. Wszyscy się uśmiechają, chociaż nikt nie spał od doby.
15.10.2023
Nocne nagrywanie kinowego patosu
Trzecia rano. Zegar na ścianie dawno się zatrzymał. Trzej mistrzowie kotłów walą w membrany z taką siłą, że pękają pałki. Pałka lecą w powietrzu, odbijają się od ściany i spadają mi pod nogi. Dwanaście gardeł śpiewa hymn burzy. Dźwięk jest tak gęsty, że można go kroić nożem. Kawa w termosie jest już letnia i gorzka jak nieszczęście, ale nikomu to nie przeszkadza. Pijemy ją jednym haustem i lecimy dalej. Ktoś przewrócił statyw z mikrofonem. Łomot na nagraniu wyszedł genialnie. Surowy, brutalny industrial. Łączymy operową elegancję z totalnym zniszczeniem. Moje ręce drżą od trzymania miksera. Wskaźniki wysterowania skaczą na czerwone pole i tam zostają. Głośniki charczą, ale to brzmi pięknie. To jest epickie brzmienie orkiestrowe, na które czekał świat. Mamy to. Czuję to w zębach. Każda nuta to uderzenie pioruna w metalowy dach. Chór niesie się echem po całym korytarzu. Jesteśmy tylko my, kawowe fusy i monumentalne wrażenia. Nie potrzebujemy niczego więcej. To czysta, niczym niezmącona potęga muzyki.
Przełom roku
Podsumowanie epickich dokonań
Patrzę na te stare taśmy i nie wierzę. Z małego wypadku w magazynie powstał potwór. Zjedliśmy tony drożdżówek, wypiliśmy baseny kawy. Dwanaście chóralnych głosów i trzy zestawy kotłów brzmią teraz w każdym zakątku kraju. Nasz debiutancki album właśnie leży na stole. Pudełko pachnie świeżym kartonem. Wspominamy tamten zamknięty bunkir z łezką w oku. To był dom pełen hałasu. Tomek wciąż śmieje się z tamtego zatrzaśnięcia drzwi. Bez tego przypadkowego uwięzienia nigdy nie nagralibyśmy tego materiału. Kinowy patos miesza się tu z industrialnym brudem w idealnych proporcjach. Ludzie piszą w internecie, że to wgniata w fotel. O to nam chodziło. Chcieliśmy monumentalnych wrażeń i daliśmy je wam bez kompromisów. Szykujemy się do trasy koncertowej. Będziemy potrzebować jeszcze więcej kawy i nowych pałek do kotłów. Stare połamały się podczas finałowego utworu. Zostaje nam tylko moc, energia i ten obłęd w oczach, który towarzyszy nam od pierwszej minuty. Burza nadchodzi. Nikt się nie ukryje.