Czterech chłopaków z osiedla z wielkiej płyty, jedna pożyczona gitara i wzmacniacz złożony ze starego radia. Szary Beton próbował w pralni na parterze, a próby kończyły się, kiedy sąsiadka stukała w rurę. Grali wyłącznie długie, poplątane suity o tym, jak będzie, gdy wreszcie się odmieni. Nazwa wzięła się z pierwszego wersu pierwszej piosenki, jaką napisali.
Scrapbook
Jesień 1982
Pierwsza próba w pralni
Siedzieliśmy na składanych krzesłach w dusznej pralni na parterze bloku z wielkiej płyty, gdzie unosił się zapach wilgotnego betonu i proszku do prania. Tomek przyniósł pożyczoną z domu kultury gitarę basową, na której brakowało dwóch stroików, a Paweł podłączył swój instrument do wzmacniacza posklejanego ze starego lampowego radia. Za perkusję posłużyły nam dwa wiadra po emulsji i odwrócona miednica, w którą Łukasz uderzał drutem od miotły. Kiedy zaczęliśmy grać naszą pierwszą, siedmiominutową suitę o lepszym jutrze, za ścianą zaszumiał piecyk gazowy. Wtedy w rurę centralnego ogrzewania trzydzieści razy uderzyła sąsiadka z drugiego piętra, domagając się ciszy. Musieliśmy zwinąć kable zanim dyżurny milicjant zdążył zapukać do naszych drzwi. Zostaliśmy z niczym poza kilkoma plamami na spodniach i wiarą, że nasza muzyka kiedyś poruszy całe osiedle.
Wiosna 1984
Kupno drugiego mikrofonu
Udało nam się zaoszczędzić dokładnie cztery tysiące sto złotych ze sprzedaży pustych butelek po piwie i makulatury zbieranej pod supersamem. Wszyscy razem pojechaliśmy autobusem linii sto dwanaście do music-shopu na drugim końcu miasta, żeby kupić używany mikrofon dynamiczny z poszarpanym kablem. Po drodze zacząłpadać gęsty, wiosenny deszcz, który przemoczył kartonowe pudełko, w którym niesiotek skarb. Kiedy wracaliśmy, zgubiliśmy gdzieś po drodze zapasową wtyczkę DIN, przez co Marek musiał lutować przewody lutownicą pożyczoną od wujka Mariana. Próba w sypialni u Tomka trwała do późnej nocy, bo sąsiedzi akurat oglądali w telewizji mecz reprezentacji i nikt nie słyszał naszych fałszujących akordów. Mikrofon strasznie piszczał przy każdej wyższej oktanowej nucie, ale i tak byliśmy dumni z tego brzmienia. Wierzyliśmy głęboko, że te długie, skomplikowane utwory o kosmosie i wolności kiedyś zabrzmią na prawdziwej scenie.
Zima 1985
Próba w mrocznym garażu
Zimą przenieśliśmy nasz cały skromny dobytek do blaszanego garażu za osiedlem, gdzie termometr pokazywał minus trzy stopnie Celsjusza. Ogrzewaliśmy się małą kozą opaloną starymi gazetami, z której leciał gryzący, czarny dym prosto w nasze oczy. Palce tak bardzo nam kostniały od mrozu, że Paweł nie mógł zagrać szybszych pochodów na klawiszeniach, a struny w gitarze Tomka pękały jedna po drugiej pod wpływem temperatury. Mimo to skończyliśmy układać nasz trzydziestominutowy utwór o przyszłości, w której nikt nie stoi w kolejkach po masło. Ktoś z sąsiednich boksów kradł nam w tym czasie kanapki z szynką, które zostawiliśmy na dachu starego Poloneza. Wracaliśmy do domów po ciemku, brodząc w brudnym śniegu, z odmrożonymi uszami i trzema zepsutymi kablami w kieszeni. Nic nas jednak nie mogło zatrzymać, bo czuliśmy, że nasza muzyka staje się czymś wielkim i ważnym.
Lato 1987
Koncert w klubie piłkarskim
Zagraliśmy nasz pierwszy oficjalny występ w świetlicy robotniczego klubu sportowego przed trzydziestoosobową publicznością złożoną głównie z naszych kolegów z podwórka. Nagłośnienie pożyczyliśmy z zakładów naprawczych, ale jeden kanał w mikserze spalił się na pięć minut przed pierwszym utworem w blasku iskier. Grałem z rozciętym palcem, bo w drodze na scenę potknąłem się o wystający krawężnik i rozbiłem butelkę z lemoniadą. Mimo technicznych katastrof pociągnęliśmy naszą suitę do samego końca, a publiczność nagrodziła nas rzadkimi brawami i gwizdami zachwytu. Po wszystkim piliśmy ciepłą oranżadę pod sceną, rozmawiając o tym, że nagrana na kasetę magnetofonową próba brzmi jak zachodni rock progresywny. To był nasz najlepszy dzień w życiu, chociaż rano czekała nas normalna praca w fabryce i szkole.
?
Fictional act. The name, bio and photo were made up for this catalogue — the songs are real and were made by Musify users.