1990
Pierwszy występ w mławskim domu kultury
Rozpiska koncertowa z tamtego niezapomnianego wieczoru, kiedy to Marian z Krzysztofem po raz pierwszy wyszli na dużą scenę przed całą radą rodziców i lokalną społecznością, wyglądała niezwykle skromnie, choć pełna była wielkich ambicji. Pierwszy utwór, pod roboczym tytułem Powiew Mazowsza, miał brzmieć dostojnie, ale z głośników popłynął taki pisk, że proboszcz musiał na chwilę zatkać uszy, podczas gdy Marian usilnie próbował opanować rozjeżdżający się miech akordeonu. Przy drugiej pozycji, znanej wszystkim jako Polka nad Wkrą, Krzysztof zapomniał wejść w odpowiednim momencie z syntezatorowym basem, co jednak nie przeszkodziło cioci Stasi w zaintonowaniu gromkiego śpiewu z pierwszego rzędu. Trzeci punkt programu, czyli ballada o letnim deszczu w Mławie, przyniósł upragniony spokój, a publiczność kołysała się w takt nieco fałszujących klawiszy, nie zważając na to, że kabel od mikrofonu w kształcie kukurydzy non stop się plątał wokół statywu. Ostatnia pieśń, zatytułowana Finałowy toast bezalkoholowym, zakończyła się burzą oklasków oraz tradycyjnym rzucaniem serpentyn, które na długo zawisły na starych żyrandolach sali widowiskowej.