musify.

Polish highlander · PL

Bystry Potok

Ekspresowe skrzypce i góralski ogień z samego serca Tatr!

Powstała w drewnianym szałasie pod Giewontem formacja Bystry Potok łączy porywające rytmy nut z nowoczesną energią. Skład zespołu tworzy czterech rodnych braci, którzy ćwiczą swoje melodie wyłącznie przy akompaniamencie szumu wodospadu. Ich znakiem rozpoznawczym są ręcznie rzeźbione basy podhalańskie wysadzane bursztynem.

Scrapbook

maj 2012

Początki w drewnianym szałasie

- Redaktor: Skąd wziął się pomysł, żeby grać we czterech braci w tak surowych warunkach pod Giewontem?

- Jan: To wszystko wyszło jakoś tak naturalnie, bo przecież od małego nasłuchiwaliśmy szumu potoku i wiatru halnego, który zagłuszał nasze pierwsze fałszywe dźwięki, więc musieliśmy grać głośno i z sercem, żeby zagłuszyć tę przyrodę. Pamiętam, jak siedzieliśmy w tym naszym pierwszym szałasie, gdy stary bas podhalański jeszcze pachniał żywicą, a bursztyny w nich zatopione dopiero co dostaliśmy od wuja z Zakopanego, który znalazł je po burzy. Zaczęliśmy brzdąkać te nasze nuty, bo innej rozrywki w deszczowe wieczory nie było, a prądu też długo nie doprowadzili, więc świeciliśmy naftową lampą, która kopciła na czarno. Wtedy Jędrek zapytał, czy nie spróbować zagrać czegoś szybszego, takiego ekspresowego, co by porywało duszę i nóżkę rwało do tańca. I tak powoli, krok za krokiem, rodził się ten nasz cały Bystry Potok, z dala od wielkiego świata, gdzie czas płynął zupełnie inaczej, mierzony tylko kolejnymi pociągnięciami smyczka na zużytych włosiu z końskiego ogona.

rok 2014

Pierwsze bursztynowe basy

- Redaktor: Słyszałem, że te wasze instrumenty to prawdziwe dzieła sztuki, zwłaszcza te basy z bursztynem. Jak do tego doszło?

- Stanisław: O, panie kochany, to była cała opowieść pełna cierpliwości i potu wylanego przy ociosywaniu drewna klonowego scyzorykiem pożyczonym od sąsiada. Kiedy zauważyliśmy, że zwykłe brzmienie nam nie wystarcza, bo chcemy czegoś głębszego, co niesie się po dolinach jak echo, postanowiliśmy sami wziąć dłuta w dłonie. Spędziliśmy całe tygodnie na poszukiwaniu idealnego drewna w lesie, a bursztyny zbieraliśmy po trochu, okruch po okruchu, aż uzbierało się tego tyle, że starczyło na wysadzenie gryfów i rezonatorów. Najstarszy brat, Bartek, miał do tego największą cierpliwość, chociaż nie raz i nie dwa skaleczył się w palec tak, że krew kapała na surowe deski podłogi. Te basy to nie są zwykłe graty ze sklepu muzycznego, bo one żyją własnym życiem, oddychają tym górskim powietrzem i pamiętają zapach tamtego lata, kiedy to po raz pierwszy wyszliśmy z nimi grać na polanę przed bacówką dla przypadkowych turystów.

Wesele u Gąsieniców

Granie do samego rana

- Redaktor: Ponoć na weselu u Gąsieniców graliście trzydzieści godzin bez przerwy. Czy to prawda?

- Andrzej: Prawda to najświętsza, chociaż ręce nam potem puchły tak, że nie mogliśmy utrzymać kubka z herbatą przez następne trzy dni. Ludzie tańczyli z taką pasją, że podłoga w remizie uginała się pod dziesiątkami par butów, a myśmy musieli im przygrywać, bo jak tylko chcieliśmy na chwilę odetchnąć, to zaraz ktoś podchodził z butelką domowej roboty i krzyczał, że skrzypce mają płakać dalej. Grało się wtedy w tym zatykającym dech ścisku, w oparach kwaśnego mleka i pieczonego barana, a pot spływał nam po czubkach nosów prosto na instrumenty. Pamiętam, jak w pewnym momencie pękła mi struna E, a ja nawet nie przestałem grać, tylko w locie podmieniłem skrzypce, które trzymał obok Stanisław. Nikt tego nawet nie zauważył w tym ogólnym szaleństwie, bo wszyscy byli zbyt zajęci oberkiem, a te nasze szybkie nuty niosły się daleko w noc, zagłusząjąc nawet szczekanie psów we wsi.

15 sierpnia 2017

Koncert przy wodospadzie

- Redaktor: Zawsze wracacie do ćwiczeń przy wodospadzie. Czy to miejsce daje wam jakąś szczególną siłę?

- Józef: Tam jest nasz dom i cała nasza prawda, bo żaden duży dom kultury ani scena w mieście nie oddadzą tego, co czuje człowiek, kiedy gra zmagając się z huczącą wodą. Kiedy stajemy tam we czterech na mokrych kamieniach, rzeka staje się naszym piątym członkiem zespołu, nadając rytm, którego nie trzeba liczyć na metronomie, bo on płynie z samej natury. Czasami przychodzili tam ciekawi turyści, błądzący szlakiem w poszukiwaniu drogi na szczyt, i zatrzymywali się jak zaczarowani, siadając na trawie i patrząc na nas z niedocenianiem, które szybko zamieniało się w zachwyt. Wtedy czuliśmy, że cała ta ciężka praca, te zniszczone od mrozu palce i nieprzespane noce nad strojeniem basów miały głęboki sens. Bo my nie gramy po to, żeby się pokazać, tylko po to, żeby ten ogień górski nigdy w nas nie zgasł, nawet wtedy, gdy sił zaczyna ubywać z wiekiem.

Recordings (1)

  1. Grzesiek Złoty Palec „Grzesiek dłubie w nosie przy wszystkich!”

Make your own song

?

Fictional act. The name, bio and photo were made up for this catalogue — the songs are real and were made by Musify users.